Jedzenie w Hiszpanii (Cieplinski Bartłomiej)

Oto jest krótkie przedstawienie zwyczajów żywieniowy mieszkańców Hiszpanii (bardziej precyzyjnie Andaluzji) oraz ich specjałów, a także pobieżny komentarz mojej skromnej osoby na ich temat. Miłej lektury!

Posiłki w Hiszpanii jada się zwykle w liczbie trzech. Dzień zaczynamy od znanego wszem i wobec śniadania, które jemy przed wyjściem do pracy/szkoły/gdziekolwiek indziej. Jedzone jest ono przeważnie na słodko i ma jedynie zaspokoić pierwszy głód, dlatego w jego skład wchodzi przykładowo nie więcej niż dwa tosty z dżemem i szklanka mleka. Popularne praktyką jest też zastępowanie tego posiłku samą kawą i czekanie na kolejny posiłek tj. lunch (obiad). Ten posiłek jest przeważnie najbardziej obfity i jada się go około godziny 14:00, gdyż często jest wtedy dłuższa przerwa w pracy, która daje czas na przygotowanie i spożycie lunchu. Wielokrotnie więc Hiszpanie, z racji na wspomnianą dużą ilości czasu, spożywają ten posiłek w gronie rodzinnym, z przyjaciółmi, czy współpracownikami. Podczas naszego pobytu w mieście Sewilla mieliśmy przyjemność doświadczyć kilku specjałów przyrządzanych jako posiłki lunchowe i zalicza się do nich przykładowo mięso wołowe

doprawione nutą whiskey, spagetti ala carbonara z tutejszym boczkiem i regionalnym serem Payoyo, wiele typów zup fasolowych, gdzie każda kolejna zawierała inną odmianę fasoli, mieliśmy również przyjemność skosztować chłodnika sygnowanego smakiem i zapachem suszonych pomidorów. Do tego wszystkiego zawsze (co zdaję się być tu normą) podawany był jakiś rodzaj pieczywa jako „zagryzka”. A propos tegoż pieczywa; doszliśmy wraz z mym współlokatorem do wniosku, iż tutejsze wyroby piekarniane są zaskakująco gęste i w porównaniu do rodzimego pieczywa mają w sobie znacznie mniej powietrza. Być może z tego powodu nie jada się tu na kolację (do której teraz płynnie przejdziemy) kanapek z serkiem i szyneczką.

Przechodząc więc do kolacji, która ze wszystkich posiłków różni się chyba najbardziej od polskiego odpowiednika, należy zaznaczyć, że Hiszpanie jedzą ją bardzo późno, zazwyczaj około godziny 21:00. Jak już wspomniałem kanapek raczej nie uświadczymy, lecz zamiast tego możemy zaznać tutejszej odmiany rosołu o nieco mętnym kolorze, lecz wciąż wyrazistym smaku, poza tym mamy tortille, której myląca nazwa odnosi się do omletopodobnej zapiekanki z serem i ziemniakami, czy chociażby znane i w Polsce leczo z dodatkiem regionalnej kiełbasy Chorizo. Wszystko oczywiście podawane z pieczywem i często frytkami lub chipsami, które tu noszą wspólną nazwę patatas fritas (i nie są aż tak niemożebnie słone jak w Polsce).

Pozostaje jeszcze kwestia deserów, w której nie godzi się nie wspomnieć o Churros, czyli długim, zwijanym cieście o konsystencji i smaku ciasta pączkowego, które po wysmażeniu w oleju (oliwie) i podzieleniu na mniejsze części podawane jest z kubeczkiem czekolady do maczania. Całkiem smaczna rzecz moim skromnym zdaniem. Dalej jest jeszcze budyń z ciasteczkami i cynamonem, który według legend jest w Andaluzji popularny (uświadczyliśmy go raz) i muszę przyznać, że mimo tak prostego składu wszystkie elementy idealnie wręcz ze sobą współgrają, 10/10 polecam!

Na zakończenie wspomnę jeszcze o kilku sprawach, które zwróciły moją uwagę w kwestii andaluzyjskiej kultury kulinarnej. Jedną z tych rzeczy jest fakt, iż ludzie używają tu w przewadze oliwy z oliwek i dla przykładu jedzą chleb z oliwą i cukrem (tutejszy przysmak), czy używają oliwy do smażenia wspomnianych Churros. Nie umknął mej uwadze również fakt, że, jak na kraj zachodnioeuropejski przystało, dominuje tu kawa, natomiast Herbatki w wielu miejscach nie uświadczymy, gdy w restauracji o takową się zapytamy przeważnie kelner patrzy chwilę dziwnym wzrokiem, po czym pyta się, czy chodzi o Nestea i dopiero po kilku powtórzeniach odchodzi z poprawnym zamówieniem i zdziwieniem na twarzy. Nawiązując jeszcze do Herbatki, która wymaga wrzątku, jak wynika z mego sondażu: w żądnym prawie domostwie nie znajdziemy czajnika, tak powszechnego w Polsce urządzenia. Idąc jednak dalej i kończąc powoli ten przydługi wywód. Ostatnia rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę to zamiłowanie Hiszpanów (przynajmniej tych, u których mieszkaliśmy) do serów o bardzo upłynnionej formie, wszystkie rodzaje serów jakich tu kosztowaliśmy (z wyjątkiem Payoyo) miały konsystencję bardzo mało stałą, więc jeśli nie przepadacie za tego rodzaju serami uważajcie!

Także mam nadzieję, że przedstawiłem dobrze moje doznania z kuchnią Andaluzji i przybliżyłem nieco ten temat. Adiós!